sobota, 31 sierpnia 2013

Konfitura z aronii

Konfitura z aronii z jabłkiem

Składniki

  • 2kg aronii
  • 1 kg cukru
  • 1 litr wody
  • 0,5 kg winnych jabłek

Przygotowanie

Gotować wodę z cukrem, po zagotowaniu dodać aronię. Po godzinie gotowania, dodać jabłko obrane, bez gniazd nasiennych, można pokroić w kostkę. Obierki z jabłek i gniazda nasienne gotować osobno z dodatkiem pól litra wody. Rozgotowane skórki i gniazda to naturalna pektyna jabłkowa, należy ją przecedzić i dodać do owoców. Całość wysmażyć na małym ogniu do zgęstnienia. Następnie wystudzić, przełożyć do słoików, pasteryzować ok 10min.

Dżem z borówki amerykańskiej

W przypadku borówki amerykańskiej można
śmiało powiedzieć, że jemy samo zdrowie!
Owoce te bowiem bardzo dobrze regulują pracę układu pokarmowego,
syrop borówkowy pomaga na kaszel,
a gęsta herbata zaparzona z borówek suszonych łagodzi ból.
Borówki są niezwykle bogate w potas,
błonnik i należą do niskokalorycznych pokarmów.
Szklanka jagód pokrywa 1/3 zapotrzebowania naszego organizmu na witaminę C!
Owoce te są również dobrym źródłem kwasu foliowego
– dlatego zaleca się je kobietom w ciąży i tym,
którzy pragną poprawić koncentrację, pamięć, koordynację ruchów oraz refleks.




Składniki

  • 1 kg borówki amerykańskiej
  • 0,5 kg cukru
  • sok z cytryny


Przygotowanie
Owoce zasypać cukrem, dodać sok z cytryny i na małym ogniu grzać tak długo, aż masa zgęstnieje, płyn odparuje i owoce zaczną bulgotać.  Gorące wkładamy do słoika. Bez pasteryzacji.

Wigilijne tradycje chrześcijańskie i pogańskie



W Polsce Dzień Bożego Narodzenia i Wigilia zawierają wiele wzajemnie przeplatających się wątków i obrzędów pogańskich i chrześcijańskich. Jednym z nich było przekonanie, iż wigilijną nocą ziemia otwiera się i ukazuje zawarte w niej skarby, w lesie zakwitają paprocie, drzewa owocowe wydają owoce, budzą się zwierzęta leśne i pszczoły w ulu - wszystko po to, by uczcić narodzenie Jezusa. Wierzono też, że w tę jedną noc zwierzęta mówią ludzkim głosem.



Najbardziej popularne:

1) Należy w Wigilię rano wstać i szybko się obudzić, żeby nie przespać całego roku.
2) Od rana należy być uśmiechniętym, wtedy cały nadchodzący rok będzie radosny.
3) Nie leniuchować. Wszystkim chętnie w przygotowaniach pomagać (należy pamiętać jacy jesteśmy w Wigilię tacy będziemy w ciągu roku).
4) Łamiąc się opłatkiem obdarujmy się wzajemnie łuskami z karpia i orzechami włoskimi. (łuski oznaczają pomyślność materialną, a orzechy to mądrość i pomyślność).
5) Lepiąc uszka do jednego wsadźmy grosik, kto na niego trafi nie będzie narzekał na gotówkę (uwaga na zęby!!!).
6) Do 24 grudnia pozbądźmy się wszelkich długów, będą się one za nami ciągnęły przez kolejny rok.
7) Powieśmy jemiołę w domu i koniecznie pocałujmy się pod nią z połówką, z którą chcemy to robić co najmniej przez najbliższy roczek. Ta miłość nie ustanie.



Ludowe:

Dzień wigilijny bogaty jest w zwyczaje i zabobony posiadające magiczną moc: jednym z nich był zakaz szycia, tkania, motania i przędzenia. Były to czynności szczególnie lubiane przez demony wody, które mogły zjawić się wszędzie tam, gdzie zakaz złamano. Do dzisiaj przestrzega się, aby w Wigilię nie kłócić się i okazywać sobie wzajemnie życzliwość. Przetrwał też przesąd, że jeśli w wigilijny poranek pierwszym gościem w domu będzie młody chłopiec, przyniesie to szczęśliwy rok. Myśliwi tego dnia tradycyjnie udają się na polowanie, którego pomyślny wynik zapewni opiekę na cały rok patrona łowiectwa św. Huberta.


Jednym z ważniejszych elementów wigilijnego dnia było przygotowanie do wspólnej, uroczystej wieczerzy. Już kilka dni przed wigilią przygotowywano potrawy. Strojono także domy, izby i obejścia. Jednym z najbardziej znanych elementów wigilijnej "dekoracji" były snopy zboża, słoma, siano i ziarna zbóż. W zależności od regionu umieszczano je w różnych miejscach: w kącie izby, pod stołem, wieszano pod sufitem, rozkładano na podłodze. Siano kładziono grubą warstwą na stole, który przykrywano białym obrusem (zwyczaj ten do dziś utrzymał się w wielu domach). Innym elementem świątecznego wystroju były dekoracje z zielonych gałęzi. Zwyczaj ten poprzedził choinki. Gałęziami sosnowymi, świerkowymi czy jodłowymi przystrajano drzwi domów, płoty, obory, stodoły. Dekorowano nimi także wnętrza domów, zwłaszcza obrazy z wizerunkami świętych. Inny sposób dekoracji zielonymi gałęziami to tzw. podłaźniki zwane też połaźnikami, podłaźniczkami, jutką, wiechą, sadem rajskim lub bożym drzewkiem. Gałąź na podłaźnik musiała być zerwana wcześnie rano. Ten z gospodarzy, który pierwszy wniósł rozwidloną gałąź do domu miał nadzieję na dobry urodzaj. Podłaźnik wnoszono w ciszy i skupieniu, aby nie uronić nic z jego magicznej mocy. Podłaźnik przystrajano jabłkami orzechami, nasionami lnu i łańcuchami ze słomy, ozdobami z opłatka.
Z podłaźnikami związane były różne wierzenia. Im piękniejsza gałąź, tym większe dostatki i pomyślność dla domu, a zwłaszcza dziewczyn, które go stroiły. Pozostałości po podłaźnik: skorupki orzechów, wyschnięte gałązki, opłatki przechowywano jako antidotum na złe uroki.

Przy stole pozostawiano wolne miejsce dla wędrowca. Liczba ucztujących musiała być parzysta, w innym wypadku komuś z uczestników groziło nieszczęście. Każdy uczestnik wigilijnej wieczerzy musiał skosztować każdej z podanych potraw, a jeść trzeba było szybko i do tego bez odpoczynku, bowiem ten kto przerwał jedzenie mógł nie dożyć następnej wigilii.

W ten uroczysty wieczór wróżono urodzaj, pogodę i zamążpójście. Od Bożego Narodzenia do Trzech Króli obserwowano pogodę i te 12 dni miało odpowiadać pogodzie każdego z miesięcy. Najlepiej jak w wigilię niebo było wygwieżdżone. Mówiono wtedy że kury będą się dobrze niosły, a krowy dobrze doiły. Szron przepowiadał rok urodzajny, podobnie jak duże sople, czy cisza i spokój na dworze. Rzucano do pułapu groch i kutie. Im więcej grochu lub pszenicy przyczepiło się tam, tym większy miał być zbiór. Z długości wyciągniętego spod obrusa siana wróżono urodzaj lnu.

Panny wróżyły sobie zamążpójście m.in. liczyły narąbane drwa przyniesione do izby (para, nie para), podobnie kołki w płocie i liście. Nasłuchiwały też z której strony pies zaszczeka (z tej miał przybyć kawaler). Wigilii panny wyciągają źdźbło spod obrusa, aby dowiedzieć się czegoś więcej o swojej przyszłości: zielone, krótkie źdźbło oznacza rychłe i szczęśliwe małżeństwo, różne odcienie szarości wróżą trudności w znalezieniu męża.

Obserwowano niebo (dobrze widoczny Duży Wóz wróżył dużo wesel). Sny tej nocy miały się spełnić całkowicie. Czyniono zabiegi mające zapewnić urodzaj i dostatek np. przy snopie zboża stawiono ziarno w woreczku lnianym, dzieżę, a przy niej łopatkę i kociubę. Pod stołem stawiano masielnicę. Kto chciał być zdrowy ten mył się przed wigilią w wodzie, do której wrzucano pieniądze. Resztki siana spod stołu zbierano by w potrzebie okładać nim chorych.

Podobnie jak większość potraw karp ma swoją symboliczną wymowę: jeżeli ma dużo łusek, gospodarze się wzbogacą, jeśli pływa szybko - nadchodzący rok będzie dla nich pomyślny. Wierzenia te wywodzą się z najdawniejszych czasów i niewiele mają wspólnego z chrześcijaństwem.

Przecier pomidorowy

Pomidory mają mnóstwo witamin i pierwiastków mineralnych.
Zawierają antyutleniacze, które chronią skórę
przed wolnymi rodnikami
i zapobiegają procesom szybkiego starzenia się tkanek.
Pomidory wzmacniają odporność
dzięki dużej zawartości witaminy C.
Warzywa są małokaloryczne,
więc mogą sobie na nie pozwolić nawet osoby na diecie.

Składniki
2 kg pomidorów

Przygotowanie
Z mojej nadwyżki pomidorów zrobiliśmy przecier. Bardzo prosto się robi, a co swoje - to swoje : )
Pomidory sparzyć, zdjąć skórkę, usunąć tę twardą część pomidorka. Posiekać. Zagotować, i do słoika. Następnie pasteryzacja do 10 minut. Słoki ułożyć do góry dnem. Ot cała filozofia .. : )

Historia świątecznej kartki


Pierwszą kartkę z życzeniami z okazji świąt Bożego Narodzenia wysłał w 1842 r. szesnastoletni londyński artysta, William Maw Egley. W następnym roku pojawiły się w Wielkiej Brytanii kartki zrobione na prywatne zamówienie sir Henry'ego Cole'a, pierwszego dyrektora Muzeum Wiktorii i Alberta w Londynie.

Rysownikiem był John Calcott Horsley, a nakład wyniósł 1000 sztuk. W 1875 r. kartki świąteczne pojawiły się w Ameryce, za sprawą urodzonego we Wrocławiu Louisa Pranga. Zasługą Pranga było nie tylko wprowadzenie wzorów typowo bożonarodzeniowych, ale także organizowanie konkursów na najpiękniejsze kartki świąteczne.

Zwyczaj wysyłania życzeń świątecznych na specjalnych kartonikach stał się popularny na całym świecie dopiero w latach dwudziestych XX wieku. W Polsce kartki świąteczne pojawiły się pod koniec XIX w., najwcześniej na terenie Galicji.

Obecnie w Polsce każdego roku wysyłamy do siebie miliony kartek, coraz większą ich część zaczynają stanowić kartki elektroniczne. Na świecie kartki świąteczne produkowane są w miliardach sztuk.

Historia kolęd



Nazwa "kolęda" pochodzi do łacińskiego słowa calendae, co oznacza "pierwszy dzień miesiąca". Z ową kolędą wiązał się zwyczaj składania sobie nawzajem darów i życzeń. Dlatego też na początku kolęda oznaczała pieśń noworoczną, w której zawarte były życzenia pomyślności i urodzaju na nowy rok. Chwaliła gospodarza i jego rodzinę oraz dziękowała za otrzymane dary. Takie kolędy śpiewane często pod oknami gospodarzy, kończące się prośbą o datek, znane były w różnych krajach słowiańskich, szczególnie na Ukrainie.

Nie wiadomo dokładnie kiedy kolęda utożsamiona została z pieśnią bożonarodzeniową. Stało się to prawdopodobnie w wieku XIX. W okresie od średniowiecza do wieku XVI kolęda nie wyróżniała się spośród innych pieśni religijnych. Oparta była o wydarzenia opisane w Biblii, miała formę modlitwy, często wzorowana na hymnach kościelnych. Z kolęd XVI-wiecznych zachowała się do dziś "Anioł pasterzom mówił".

Przypuszcza się, że kolędy polskie powstawały najpierw w środowisku franciszkańskim. W XIII w. franciszkanie zapoczątkowali zwyczaj jasełkowego kołysania Dzieciątka kontynuowany również przez klaryski i karmelitanki. Przy szopce lub żłóbku wystawiano misteria bożonarodzeniowe i śpiewano. Często były to wzruszające kołysanki, pełne ciepła i wrażliwości. Ten gatunek kolęd rozwinął się szczególnie w wieku XVII. Właśnie z tego okresu pochodzą "Gdy śliczna Panna Syna kołysała" i "Lulajże Jezuniu".

Wiek XVII przyniósł kolędy o tematyce pasterskiej, wnoszące do swoich treści wiele szczegółów obyczajowych i realiów epoki. Powstały wtedy "Dzisiaj w Betlejem", "Przybieżeli do Betlejem pasterze" i "Bóg się rodzi".

Spotykamy kolędę kołysankę, kolędy adorujące, życzeniowe, winszujące, patriotyczne, obyczajowe, radosne... Również bogata forma muzyczna kolęd, chętnie dostosowywana do aktualnych trendów, wpływa na ich przetrwanie. Rozpoznajemy stąd kolędę śpiewaną w formie kołysanki w rytmach poloneza, mazurka, oberka, marsza, bluesa czy rocka.

Podobną bogatą różnorodność odnajdziemy również wśród autorów kolęd. Tworzyli je anonimowi pielgrzymi. Tłumaczono je z łaciny. Powstawały w klasztorach i na dworach, w środowisku żaków czy służby kościelnej. Jakkolwiek ogromna większość kolęd powstała w łonie Kościoła katolickiego, nie brak jednakże zbiorów kolęd luterańskich, kalwińskich, czy nawet husyckich.

Kolędy są zjawiskiem kulturowym, zwłaszcza na naszej polskiej ziemi, gdzie liczba znanych, względnie opisanych kolęd sięga ponad pół tysiąca.

Fryderyk Chopin pokłonił się niejako tym bożonarodzeniowym pieśniom, zawierając w swoim Scherzo h-moll frazy z kolędy "Lulajże Jezuniu".

piątek, 30 sierpnia 2013

Sałatka warzywna


Składniki
  • 1 kg pomidorów
  • 1 kg marchwi
  • 1 kg kapusty
  • 1 kg pieczarek
  • 1 kg ogórków
  • 1 kg papryki czerwonej

zalewa
  • 1,5 szklanki octu
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka oleju
  • 1,5 szklanki cukru
  • 1 łyżka soli

Przygotowanie
Pomidory sparzyć, obrać ze skórki, wyciąć twardy środek, pokroić w kostkę. Kapustę opłukać, zszatkować. Pieczarki obrać, pokroić na pół talarki. Marchew obrać, posiekać na plastry, bądź na grubym tarle.. Ogórki umyć, posiekać na plastry. Paprykę opłukać, oczyścić z gniazda nasiennego, pokroić w paski. Ocet, wodę, olej, cukier w podanych wyżej proporcjach zagotować. Wrzucić do zalewy warzywa, gotować 10 - 15 minut. Zostawiamy na włączonym palniku, ponieważ GORĄCĄ sałatkę należy włożyć do słoików. Ponieważ jest to sałatka bez pasteryzacji! Zakręcić słoik i ułożyć do góry dnem.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Sok z aronii

Aronia jest bogata w witaminę E, C,
witaminy B, kwas foliowy, beta karoten, błonnik,
mikroelementy np. potas, wapń, żelazo, magnez
oraz cynk, posiada również ogromne ilości wtórnych substancji roślinnych.








Wiele doniesień mówi o skutecznym działaniu owoców aronii w leczeniu lub łagodzeniu dolegliwości lub chorób takich jak:

  • Stany zapalne żołądka

  • Choroby jelitowe

  • Choroby wątroby

  • Choroby skórne

  • Alergie

  • Cukrzyca

  • Gruźlica

  • Szkarlatyna

  • Infekcje dróg moczowych

  • Choroba tarczycy

Zawarty w aronii sorbit, odpowiednik cukru nie tylko korzystnie wpływa na poziom cukru we krwi przez co świetnie nadaje się dla osób chorych na cukrzycę. Sorbit jest również idealną alternatywą dla zwykłego cukru minimalizując tym samym ryzyko próchnicy. Słodycz płynąca z aronii jest zatem nie tylko krzepiąca ale i zdrowa.

Związki zawarte w aronii przyspieszają gojenie ran, poprawiają wzrok a także regulują ciśnienie krwi. Bogactwo witamin doskonale wspiera w walce z infekcjami oraz zwiększa ogólną odporność organizmu.

Działanie bioflawonoidów z aktywnością witaminy P w połączeniu z pozostałymi składnikami mineralnymi oraz witaminami zapobiega odkładaniu się  cholesterolu w arteriach działając przy tym również korzystnie na układ nerwowy.



Składniki

  • 2kg aronii
  • 1kg cukru
  • 5 szklanek wody

Przygotowanie

Owoce aronii są bardzo goryczkowate, więc warto ugotować je z liścmi wiśni, jeśli nie posiadamy to zamrozić je na co najmniej 24 godziny.
W garnku zagotować wodę z cukrem. Do gotującej się wody dodać owice, ponownie zagotować. Ostudzić, odcedzić owoce. Ponownie zagotować i gorący sok przelać do słoików/buteleczek.
P.S - Nie wyrzucajmy owoców - zróbmy konfiturę :)
Konfitura z aronii z jabłkiem

Buraki marynowane z papryką

Właściwości buraka: :KLIK:

Składniki
  • 3 kg buraków
  • 4 duże cebule
  • 4 duże papryki czerwone

zalewa
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka wody
  • 1 szklanka octu
  • 6 łyżek oleju

Przygotowanie

Buraki ugotować. Obrać, zetrzeć na grubym tarle.  Cebulę obrać, sparzyć wrzątkiem, pokroić w kostkę. Paprykę umyć, wyczyścić z gniazd nasiennych, pokroić w kosteczkę. Z pozostałych składników zagotować zalewę, wrzucić do tejże zalewy cebulę z papryką i gotować 15 minut. Następnie włożyć do tego buraki, zagotować. Gorące przełożyć do słoików. Pasteryzować 10 minut. Po pasteryzacji słoiki ułożyć do góry dnem.

Kosz Anatola



Pewien chłopiec imieniem Anatol był tak zajęty swoimi sprawami, że nie zwracał uwagi na innych. Kiedy trzeba było pomóc w domu, on musiał akurat wysłać do kolegi ważnego sms-a. Kiedy siostra prosiła go, żeby zabrał ją na boisko, on pod pozorem, że boli go głowa zamykał się w pokoju, a potem szybko uciekał przez okno. Nie lubił dzielić się zabawkami z innymi dziećmi, a o tym, żeby poczęstować czekoladą kolegów - mowy nie było.

     - Toleczku - martwiła się babcia - nie można być takim sobkiem.

     - Synu - srożył się tata - nie podoba mi się twoje zachowanie.

     - Dziecko - kręciła głową mama - co z ciebie wyrośnie?

     Anatol zupełnie, ale to zupełnie się tym wszystkim nie przejmował. Właśnie nadchodziły wakacje i chłopiec żył już tylko wyjazdem. Dużo czasu zajmowało mu pakowanie plecaka. Jechał w góry więc musiał się dobrze przygotować i o niczym ważnym nie zapomnieć. - O, na przykład latarka - powiedział do siebie - to bardzo ważna rzecz! I kompas, czapka, wełniane skarpety... Aha, koniecznie krem od słońca.

     - Tolku - do pokoju weszła mama - musisz iść do dziadków. Dziadek zachorował, a babcia nie da rady zrobić zakupów. Zaniesiesz im chleb, ser, trochę owoców i placek z rodzynkami.

     - Ale mamo! Ja się pakuję!

     - Teraz to nie jest najważniejsze. Proszę, tu jest wszystko przygotowane.

     - A nie mogę iść trochę później?

     - Nie, pójdziesz natychmiast.

     Anatol wiedział, że mama nie żartuje. Naburmuszony wziął kosz i wyszedł. Szedł ulicą i nawet nie ukłonił się po drodze sąsiadom. Taki był zły. Dziadkowie mieszkali za miastem i kiedy chłopiec wszedł na znajomej drogę, coś go zadziwiło. Nigdy nie spotkał tu tylu przechodniów. Wszyscy zdążali w stronę pobliskiej polany. Anatol natychmiast zapomniał o prośbie mamy i przyłączył się do grupy ludzi.

     Na rozległej łące u podnóża wzniesienia odbywał się jakiś festyn. Na trawie rozstawione były huśtawki i karuzele, na ogrodzonym siatką małym boisku rozgrywano mecz piłkarski, pod parasolami siedziały babcie, które opowiadały dzieciom bajki, jednym słowem trwała tu wspaniała zabawa. Anatol natychmiast rzucił w krzaki kosz i przyłączył się do chłopców strzelających z łuku do tarczy. Jeszcze nigdy nie próbował takiego sportu, a że szło mu całkiem nieźle z zapałem rywalizował z nowo poznanymi kolegami. Podczas krótkiej przerwy Anatol dowiedział się, że wszystkie dzieci zgromadzone na łące to wychowankowie Domu Dziecka, którym wychowawcy, nauczyciele i życzliwi sąsiedzi zorganizowali Dzień Radosnej Zabawy. Chłopcu zrobiło się trochę smutno, ale zaraz o tym zapomniał, bo właśnie pan instruktor zapowiedział kolejną rundę strzałów. Zabawa trwała w najlepsze; ale zbliżał się już wieczór i trzeba było rozejść się na kolację.

     - Jeszcze nie! - piszczały maluchy przytulając się do "bajkowych babć".

     - Zostańmy aż się całkiem ściemni - prosiły dziewczyny grająee zacięcie w siatkówkę.

     - Tak nam tu dobrze - wzdychały inne dzieciaki.

     - A nie jesteście głodni?

     - No... jesteśmy, ale jakoś przetrzymamy!

     - Ach, tak - uśmiechnął się opiekun całej grupy. - W takim razie spróbujemy temu zaradzić. Podejdź no tu do mnie chłopcze - opiekun nieoczekiwanie zwrócił się do Anatola. - Ty nie jesteś z naszego domu ale cieszę się, że bawisz się z naszymi dziećmi. Myślę, że mógłbyś też ich poczęstować tym co przyniosłeś.

     - Ale przecież... - Co?

     - Ojej, miałem pójść do dziadków i zanieść im zakupy! A w ogóle skąd pan wie, że mam ze sobą coś do jedzenia?

     - To, jak będzie? Poczęstujesz kolegów?

     - Nie mogę. Zresztą i tak dla wszystkich nie starczy.

     - Tak uważasz? - wzrok opiekuna przeniknął głęboko do myśli Anatola, któremu zrobiło się okropnie gorąco. - A ja proponuję, żebyś przyniósł tu swój koszyk, bo w krzakach wszystkie zapasy mogą zaraz zjeść myszy.

     Po chwili chłopiec stał już na środku polany otoczony gromadą dzieci, które zaciekawione patrzyły to na niego, to na swojego opiekuna.

     - No, śmiało - zachęcił Anatola człowiek - pokaż, co przyniosłeś.

     - Chleb, trochę sera, owoce, placek z rodzynkami - wybąkał chłopiec.

     - Oho, ho, wystarczy tych zapasów dla wszystkich - uśmiechnął się opiekun. - Trzeba tylko równo podzielić. - Proszę weź ten kawałek chleba i poczęstuj sąsiada. Sąsiad niech podzieli się z następnym dzieckiem i tak kolejno. Potem weźmiemy się za ser, owoce i pyszny placek.

     Zdumiony Anatol obserwował, jak kawałek chleba, którym połamał się ze stojącą obok dziewczynką wędruje z rąk do rąk i wcale go nie ubywa! To samo działo się z serem, plackiem i owocami! Jak to możliwe? - zastanawiał się zajadając ze smakiem pachnący chleb i ser. Jeszcze bardziej zdziwiło go, że dzieci nie widzą w tym co się stało nic nadzwyczajnego. Tak jakby doświadczały takich zdarzeń często. Po skończonym posiłku opiekun powiedział - Tolku, desze się, że podzieliłeś się z kolegami, ale martwi mnie, że nie spełniłeś prośby mamy. Dziadek jest chory, a ty zamiast zanieść mu zakupy bawiłeś się tu całe popołudnie.

     - To prawda - zwiesił głowę chłopiec. - Zdarza mi się to bardzo często.

     - A wiesz dlaczego? Bo wiecznie jesteś zajęty sobą. Tymczasem wokół ciebie jest dużo osób, które czekają na twoją pomoc. Jeśli będziesz starał się je dostrzec, na pewno wszystko ci się poukłada. A teraz pędź do dziadków!

     Anatol zdążył pożegnać się z kolegami i nie wiadomo kiedy znalazł się tuż przed drzwiami znajomego domku.

     - O, jest Toleczek - ucieszyła się babcia. - Jak to zrobiłeś, że tak szybko się u nas znalazłeś?

     - Nie wiem - przyznał szczerze chłopiec. - A która jest godzina?

     - Zaraz będzie południe.

     - Południe? A nie wieczór?

     - Oj, co ty pleciesz. Jaki znów wieczór? Lepiej zjedz z nami drugie śniadanie.

     - Dziękuję, przed chwilą jadłem.

     - A to w jaki sposób? Chleb w koszyku nienaruszony, ser nie rozpakowany...

     - No widzisz babciu, to jakiś cud - uśmiechnął się Anatol i przytulił się do babci.

Ogórki z czosnkiem

Składniki
  • 4kg ogórków

zalewa
  • 6 ząbków czosnku
  • 1 szklanka cukru
  • 1 szklanka octu
  • 1 szklanka oleju
  • sól
  • koperek

Przygotowanie
Ogórki umyć. Posiekać na grubym tarle. Nie obierać! Włożyć do miski, posypać szczyptą soli, aby puściły sok.  W tym czasie czosnek pokroić na mniejsze kawałki, włożyć do dużego garnka, dodać  4 łyżki soli, szklankę cukru, octu i oleju, zagotować - mieszając, aby cukier nam nie przywarł do dna. Do zagotowanej zalewy włożyć ogórki, porządnie wymieszać z zalewą, dodać posiekany koperek (u mnie bez, moja mama robi z i są dobre). Przełożyć ogórki do słoików, ugnieść. puszczą sok. Pozostałą w garnku zalewę rozlać po słoikach. Zakręcić mocno słoiki. Pasteryzować 10-15 minut. Położyć do góry dnem.


 

 

* z podwójnej porcji składników wyszło mi 8 litrowych słoików, i 5 pół litrowych


wtorek, 27 sierpnia 2013

Tradycje na Podkarpaciu




W tradycji ludowej Podkarpacia święta Bożego Narodzenia - nazywane Godami - były nie tylko świętem kościelnym, ale rozpoczynały też nowy rok. Traktowane były przez to jako początek, od którego zależy przyszłość. Dlatego też czas ten obfitował w tajemnicze i dziś już niezrozumiałe obrzędy, które zaklinały przyszłość, aby była pomyślna, by dopisało zdrowie i obfitość pożywienia.

Wśród zwyczajów podkarpackich popularne było m.in. stawianie na stole dodatkowego nakrycia w czasie wigilii. Choć zwyczaj ten nadal jest praktykowany, to jednak w tradycji ludowej Podkarpacia miał inną symbolikę. Nakrycie to przygotowywano bowiem nie dla niespodziewanego gościa, wędrowca, ale dla dusz zmarłych przodków, którzy w Wigilię odwiedzali swoje rodziny.

Dyrektor Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie Krzysztof Ruszel wyjaśnił, że zwyczaj ten związany był z wierzeniem, że okres świąteczny to czas, gdy dusze zmarłych odwiedzają swoje dawne domostwa. Dla tych niecodziennych gości stawiano dodatkowo talerz na stole oraz przygotowywano specjalne potrawy. Chciano ich w ten sposób przyjąć, ugościć i zapewnić sobie ich przychylność - opowiadał Ruszel.

Tajemnicze zwyczaje świąteczne Podkarpacia

W tradycji ludowej Podkarpacia święta Bożego Narodzenia - nazywane Godami - były nie tylko świętem kościelnym, ale rozpoczynały też nowy rok. Traktowane były przez to jako początek, od którego zależy przyszłość. Dlatego też czas ten obfitował w tajemnicze i dziś już niezrozumiałe obrzędy, które zaklinały przyszłość, aby była pomyślna, by dopisało zdrowie i obfitość pożywienia.

Wśród zwyczajów podkarpackich popularne było m.in. stawianie na stole dodatkowego nakrycia w czasie wigilii. Choć zwyczaj ten nadal jest praktykowany, to jednak w tradycji ludowej Podkarpacia miał inną symbolikę. Nakrycie to przygotowywano bowiem nie dla niespodziewanego gościa, wędrowca, ale dla dusz zmarłych przodków, którzy w Wigilię odwiedzali swoje rodziny.

Dyrektor Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie Krzysztof Ruszel wyjaśnił, że zwyczaj ten związany był z wierzeniem, że okres świąteczny to czas, gdy dusze zmarłych odwiedzają swoje dawne domostwa. Dla tych niecodziennych gości stawiano dodatkowo talerz na stole oraz przygotowywano specjalne potrawy. Chciano ich w ten sposób przyjąć, ugościć i zapewnić sobie ich przychylność - opowiadał Ruszel.



Specjalnie dla zmarłych otwierano też drzwi, które na co dzień były zabezpieczane różnymi przedmiotami, aby uniemożliwić wniknięcie do wnętrza duchom. Na drzwiach wieszano m.in. krzyż, wianki poświęcone w Boże Ciało, ostre przedmioty, np. siekierę. Otwarcie w święta drzwi było gestem zapraszania i znakiem, że chce się zmarłych w specjalny sposób ugościć - wyjaśnił dyrektor. Podobnym w wymowie gestem zaproszenia dusz zmarłych było palenie świecy w oknie (w niektórych domach zwyczaj ten nadal jest stosowany), jako drogowskazu.

W związku z wierzeniem, że Boże Narodzenie to dzień szczególnej bliskości zmarłych, nie wolno było w tym dniu hałasować, zachowywać się głośno, wykonywać pewnych prac. Obowiązywał zatem zakaz gotowania, mycia, rozmów, przesuwania mebli.

Aby zachować absolutną ciszę w Boże Narodzenie, dzień wcześniej przynoszono z komory odzież, aby w święto do niej nie wchodzić i nie przeszkadzać gromadzącym się w niej duszom. W niektórych domach przestrzegano ciszy do tego stopnia, że oliwiono zawiasy w drzwiach, by nie skrzypiały przy otwieraniu.

Aby nie gotować w Boże Narodzenie, jedzono najczęściej potrawy, pozostałe z wigilijnej kolacji. Jadano je jednak na zimno - obowiązywał bowiem również zakaz rozpalania ognia w piecu, ponieważ jest to także siedlisko dusz przodków.

Rygorystycznie przestrzegano także zakazu opuszczania w tym dniu swojego domu i zagrody. Odwiedziny sąsiadów i rodziny rozpoczynały się drugiego dnia świąt. O świcie chłopcy odwiedzali w domach panny na wydaniu, a później uczestniczyli wraz z innymi wiernymi w szczególnej mszy świętej. Przynoszono ze sobą owies, bób, groch, którym obrzucali się wzajemnie na pamiątkę ukamienowania Świętego Szczepana. Obrzucanie się tymi produktami miało także charakter magiczny. Wierzono, że kontakt z owsem, żytem, grochem zapewni urodzaj w nadchodzącym roku.

Natomiast wieczorem oczekiwano kolędników. Ich wizyta miała przynieść domownikom pomyślność. Za życzenia kolędnicy otrzymywali zboże, wędliny, specjalnie na ten cel wypiekane pieczywo.

W tradycji Podkarpacia na stole wigilijnym powinno być wszystko to, co się rodzi w lesie, ogrodzie i na polu, czyli orzechy laskowe, miód, grzyby, warzywa, płody rolne. Był natomiast całkowity zakaz picia wody i podawania potraw pochodzących z wody, nie jadano zatem obowiązkowych dzisiaj ryb.

Krzysztof Ruszel z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie powiedział, że wierzono, iż woda jest siedliskiem złych mocy, demonów, które mogą zagrażać człowiekowi. W kilku miejscowościach z okolic Rzeszowa składano nawet, po wieczerzy wigilijnej, ofiary stworom zamieszkującym wodny świat. Nie pito w tym dniu wody, ponieważ sądzono, że spowoduje to ciągłe pragnienie.

Jedną z podstawowych potraw była natomiast kasza: jęczmienna, pęczak, jaglana, którą jako przysmak, szczególnie dla dzieci, podawano z owocami. Nie mogło też zabraknąć tego wieczoru suszonej rzepy, buraków, często wymieszanych z suszonymi śliwkami. Stawiano również na stole miskę z potrawą, którą spożywano na wigilii jako pierwszą, czyli zielonym grochem, podawanym na sypko lub z kapustą. Etnograf wyjaśnił, że groch miał szczególne znaczenie: był sycący i można się było nim najeść, a jego okrągły kształt to doskonałość.

Powszechnie jadano także pierogi i kutię (zwaną także kucią), czyli pszenicę z makiem i miodem. Ruszel przypomniał, że kutia wykorzystywana była także do wróżb. Rzucano nią o powałę i z ilości ziaren pszenicy, które się przyczepiły wróżono obfitość przyszłorocznych plonów. Napojem wigilijnym był zaś wywar z suszonych owoców.

Szczególną wagę obok potraw wigilijnych, przywiązywano także do zwyczajów i obrzędów, które w tradycji ludowej miały zapewnić w nadchodzącym roku pomyślność, zdrowie, dobry urodzaj, obfitość pożywienia. Wśród tych zwyczajów, które dziś mogą budzić zdumienie było m.in. zjedzenie całej kolacji wigilijnej jedną łyżką czy wprowadzanie konia do domu.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Konfitura z malin

Można do twarogu, a można i posłodzić nią herbatę.
Sezon jesiennych chłodów nadciąga nieubłaganie ... :)








 Składniki

  • 1 kg malin
  • 1 kg cukru
  • sok i miąższ z 1 cytryny

Przygotowanie

Maliny umyć, zasypać cukrem - odczekać aż puszczą sok.
Zagotować dwie szklanki wody z pozostałym cukrem, powstanie nam syrop. Dodać cytrynę, gotować do wrzenia, dodać maliny z sokiem. Gotować mieszając na małym ogniu około 30 minut. Usunąć szumowinę, dostawić do wysygnięcia. Następnie konfiturę smażymy, wkładamy gorącą do słoika. Pasteryzacja 10 minut.
Można też poprostu zrobić na konfiturexie ;-)

czwartek, 22 sierpnia 2013

O kreciku Zdzisiu

Żył sobie krecik imieniem Zdziś, który miał bardzo chore nogi. Zawsze z zazdrością obserwował inne zwierzątka, które mogły biegać, bawić się i skakać. On zaś siedział w kącie, a wtedy nikt z bawiących się nie widział wielkich łez, które płynęły z jego oczu. Któregoś dnia, kiedy wiewiórki, liski, kreciki i zajączki bawiły się wesoło jak zwykle, przyleciała mądra sowa. Tylko ona zauważyła małe stworzonko siedzące w kąciku pod drzewem i kapiące z jego oczu łzy. Żal jej się zrobiło Krecika. Przysiadła tuż obok niego na rozłożystej gałęzi i rzekła:

     - Zdzisiu nie płacz. Przecież nie wszystko jeszcze stracone.

     - Zdziś nastawił uszu, ponieważ sowa była bardzo mądra.

     - Słyszałam o takim lekarzu, - ciągnęła dalej sowa - który leczy nogi, ale mieszka bardzo daleko stąd. I trzeba go szukać. Gdybyś mógł się z nim spotkać na pewno by cię wyleczył...

     Zdziś postanowił spróbować. Wprawdzie wielu lekarzy go już oglądało, ale tym razem nabrał dziwnej nadziei. Mądra sowa mówiła, że nie jest to zwykły lekarz. A skoro tak, nie było się nad czym zastanawiać. Jeszcze tego samego dnia krecik spakował tobołek.

     - Jeśli ten lekarz mi nie pomoże - mruczał pod nosem - to nie zrobi tego już nikt więcej.

     Skoro tylko nastał wieczór Zdziś wyczołgał się z norki i pokuśtykał w podróż. Nogi bardzo go bolały, posuwał się powoli i często musiał odpoczywać. Czasem aż zaciskał z bólu ząbki, mimo to szedł dalej.

     Po drodze pytał napotkane zwierzątka czy nie widziały owego nadzwyczajnego doktora, ale odpowiedzi były bardzo różne. Niektóre zwierzątka zaprzeczały nawet istnieniu Wielkiego Lekarza, inne pokazywały kierunek często mylny. W końcu krecik już naprawdę nie wiedział dokąd iść. Zwiesił smętnie główkę, załamany usiadł pod drzewem i zaczął płakać. Nagle usłyszał trzepot skrzydeł sowy.

     - O, tu jesteś! Czy znalazłeś Wielkiego Lekarza? - zapytała sowa.

     - Nie i nie wiem gdzie go szukać - odparł krecik.

     Wtedy sowa ze zdziwieniem popatrzyła na nogi krecika.

     - Ale tobie lekarz już nie jest potrzebny! Twoje nogi są zdrowe, tylko jeszcze trochę słabe.

     Szukając Lekarza ćwiczyłeś mięśnie nóg mimo bólu i te ćwiczenia ci pomogły. Jakież to dziwne! Jakież to niezwykłe!

     I rzeczywiście krecik mógł chodzić coraz dłużej i dalej, a ból stawał się coraz mniejszy. Wkrótce mógł bez przeszkód bawić się ze swoimi leśnymi przyjaciółmi, którzy teraz baczniej zwracali uwagę na to, czy ktoś nie jest smutny.

środa, 21 sierpnia 2013

Wesołych Świąt inaczej

   





Afryka - Een Plesierige Kerfees
     Arabski - Milad Majid
     Chiny - (kantoński) Gun Tso Sun an'Gung Haw Sun
     Corsian - Pace e salute
     Etiopia - Melkin Yelidet Beaal
     Finlandia - Hyvää Joulua
     Francja- Joyeux Noel
     Niemiecki - Fröhliche Weihnachten
     Grecja - Kala Christouyenna
     Hawaii - Mele Kalikimaka
     Indie - Baradin ki Shubh kamnaaye
     Włochy - Buone Feste natalizie
     Korea - Sung Tan Chuk Ha
     Navajo - Merry Keshmish
     Filipiny - Maligayang Pasko
     Portugalia - Boas Festas
     Rosja - Pozdrevlyayu s prazdnikom Rozhdestva jest novim Godom
     Hiszpański - Feliz Navidad
     Szwecja - God Jul
     Walia - Nadolig Llawen

Dżem z malin i arbuza

Zawartość witamin jest raczej niewielka,
na uwagę zasługuję głównie zawartość witamin A i C,
w dalszej kolejności witamin B1 i B6.
Znajdziemy też nieco mikroelementów -
potasu, wapnia, sodu, magnezu i żelaza.

Składniki

  • arbuz
  • 300 dag malin
  • cukier żelujący (lub żelfix i cukier)
  • cytryna

Przygotowanie

Arbuza pokroić w plastry, odciąć skórkę, wyjąć pestki, miąższ pokroić w kostkę. maliny przebrać. Odważyć 900 g arbuza i zmieszać razem z malinami i cukrem żelującym w wysokim garnku. Cytrynę przekroić, z jednej połówki wycisnąć sok, drugą pokroić cienkie plasterki, które następnie rozkroić na 4 części. Sok i kawałki cytryny dodać do przygotowanych wcześniej owocow. Doprowadzić do wrzenia i ciągle mieszając gotować jeszcze co najmniej 3 minuty. Gotową konfiturę natychmiast nakładać do słoików. Zakręcić i postawić do góry dnem na 5 minut.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kuchnia/przepisy/news-dzem-z-arbuza-z-malinami,nId,411323?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Arbuza obrać ze skóry, usunąć pestki, pokroić w większą kostkę. Maliny umyć, przebrać, absolutnie żadnych nadpsutych nie chcemy : -) . Arbuza wraz z malinami wymieszać z cukrem żelującym w wysokim garnku. Cytrynę przekroić na pół, z jednej połowy wycisnąć do garnka sok, drugą natomiast pokroić na cienkie plasterki i następnie pokroić to na cztery części. i wrzucić do garnka. Całość doprowadzić do wrzenia, i mieszając pogotować jeszcze do 3 minut. Gorące przełożyć do słoiczków, zakręcić i położyć do góry dnem.

Arbuza pokroić w plastry, odciąć skórkę, wyjąć pestki, miąższ pokroić w kostkę. maliny przebrać. Odważyć 900 g arbuza i zmieszać razem z malinami i cukrem żelującym w wysokim garnku. Cytrynę przekroić, z jednej połówki wycisnąć sok, drugą pokroić cienkie plasterki, które następnie rozkroić na 4 części. Sok i kawałki cytryny dodać do przygotowanych wcześniej owocow. Doprowadzić do wrzenia i ciągle mieszając gotować jeszcze co najmniej 3 minuty. Gotową konfiturę natychmiast nakładać do słoików. Zakręcić i postawić do góry dnem na 5 minut.

Czytaj więcej na http://kobieta.interia.pl/kuchnia/przepisy/news-dzem-z-arbuza-z-malinami,nId,411323?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

wtorek, 20 sierpnia 2013

Dobra miara





Z okazji uroczystych obchodów przybycia króla do stolicy dwór królewski hucznie świętował. W świątecznej komnacie król przyjmował dary i ofiary od poddanych. Wszystkie dary były bardzo wartościowe: bogato zdobiona broń, srebrne kielichy, drogie płótna haftowane złotem.

     Gdy orszak ofiarodawców zbliżał się ku końcowi, pojawiła się wiekowa wieśniaczka. Szła w ciężkich drewniakach, utykając i wspierając się na lasce. W ciszy wyjęła z wiklinowego kosza podarunek starannie zawinięty w płótno. Rozległ się wybuch śmiechu, gdy złożyła u stóp króla kłębek białej wełny. Uzyskała ją od swoich dwóch owiec - całego jej dobytku - i uprzędła w czasie długich zimowych wieczorów.

     Król bez słowa pokłonił się z godnością. Gdy staruszka powoli opuszczała komnatę, odprowadzana pogardliwymi spojrzeniami, król dał znak, by rozpocząć świętowanie.

     Staruszka z trudem podjęła nocną wędrówkę w kierunku swojej chaty znajdującej się w lasach królewskich. Dotychczasowa jej obecność była tam zaledwie tolerowana. Gdy ujrzała swój dom, przestraszyła się panicznie. Chata była okrążona przez żołnierzy króla. Wokół biednego domostwa wbijano paliki i rozciągano między nimi białą wełnianą przędzę.

     "Mój Boże" westchnęła ze ściśniętym sercem "mój dar obraził króla... Teraz straże aresztują mnie i wtrącą do więzienia".

     Gdy dostrzegł ją komendant wojska, skłonił się i uprzejmie oznajmił: "Moja pani, na rozkaz naszego dobrego króla, ziemia, którą może otoczyć nić z waszego kłębka wełny, od tej chwili należy do was". Obwód jej nowej posiadłości odpowiadał długości wełny w kłębku. Otrzymała tą samą miarą, z jaką obdarowała.

     Oczekujemy wiele i boimy się obdarowywać.

     Dwóch mnichów uprawiało róże. Jeden zatapiał się w kontemplacji piękna i zapachu swoich róż. Drugi ścinał najpiękniejsze róże i obdarowywał nimi przechodniów.

     "Co robisz?" karcił go pierwszy. "Jak możesz pozbawiać się radości z zapachu twoich róż?".

     "Róże pozostawiają najwięcej zapachu na rękach tego, kto nimi obdarowuje innych" odparł z prostotą drugi.

Cafe Royal

Składniki

  • 60ml koniaku
  • 1 kostka cukru
  • 1 kubek gorącej czarnej kawy
  • mieszkanka mleka i śmietanki 1:1

Przygotowanie

Do szklanki wlać gorącą kawę. Na brzegu szklanki oprzeć łyżkę z kostką cukru.  Cukier skropić koniakiem. Gdy łyżka się ogrzeje zapalić nasączoną kostkę cukru. Poczekać, aż ogień zgaśnie i wlać resztę koniaku. Na wierzch mleko ze śmietanką.

sobota, 17 sierpnia 2013

Bajka o moście

"... wówczas jedno ze swoich jasnych
spojrzeń łączył z moim spojrzeniem,
aby przerzucić most od siebie
ku mnie..." M. Quoist



     Pomiędzy dwoma skrawkami lądu płynęła rzeka. Była nieodgadła i nieprzenikniona. Czasem płynęła spokojnie, szemrząc tylko cichutko i łagodnie obmywając kamyki nadbrzeżne. Czasem jednak burzyła się gwałtownie, niecierpliwie dążąc do ujścia. Czasem też wzbierała napełniwszy się wodami deszczu i wylewała na brzegi niszcząc czyjeś bogactwo. Tak, rzeka była nieujarzmiona...

     A na obu brzegach toczyło się życie, jakże odmienne. Ich mieszkańcy przeżywali kolejne dni według reguł utartych, sprawdzonych przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Było im nawet dobrze w tych ich ciasnych granicach. Dobrze, bo bezpiecznie, pewnie, choć niepełnie. Brakowało bowiem i jednym i drugim pewnej szczypty tajemniczości, powiewu innego świata, oddechu życia pełną piersią. Tylko jednak nieliczni chcieli się do tego nieśmiało przyznać w swoich sercach. Właśnie oni, w tajemnicy przed innymi, wymykali się czasem nad brzeg i patrzyli tęsknie poprzez rzekę na drugi brzeg. Nie znali jednak sposobu w jaki można by zburzyć tę oczywistą granicę, tę barierę, pokonać rzekę. Aż pewnego dnia przybył do miasta leżącego po jednej stronie rzeki Budowniczy. Powiedział, że wie o sposobie połączenia obu brzegów. Można by mianowicie zbudować Most! Myśl ta rozbudziła w sercach wielu uśpioną nadzieję na życie pełnią, na zdobycie, zgłębienie tajników świata. Potrzeba było tylko zgody mieszkańców drugiego brzegu. Wywołani nad rzekę radośnie powitali perspektywę połączenia. Dla zgnuśniałych, ciasnych serc ludzi myśl o budowaniu mostu stała się prawdziwym celem.

     Mimo wielu dobrych chęci zadanie okazało się jednak o wiele trudniejsze niż przypuszczano. Budowniczy zakreślił wizję budowy dość długotrwałej, a oni w porywie swych umysłów, chcieli efektu natychmiastowego. Budowali więc sami, nie bacząc na dobre rady. Mostów było wiele. Żaden bowiem nie wytrzymał długo. Wystarczyła gwałtowniejsza fala na rzece wciąż nieodgadłej, silniejszy podmuch wiatru, bardziej stanowcze czyjeś kroki. Mosty się zawalały, a rzeka pochłaniała ofiary. Ludzie długo trwali jednak, zaślepieni w swym nierozsądnym uporze. Radości ich szybko obracały się w klęskę, a cel, tak upragniony, okazywał się wciąż nieosiągnięty. Bo mosty ich były piękne, finezyjne, delikatne, bądź też wznoszone w pośpiechu, ale pozbawione solidnych podstaw mogących uratować je przed gwałtownymi burzami w przyrodzie. Po wielu bezowocnych próbach ludzie postanowili w końcu zaufać Budowniczemu. I rozpoczęło się wznoszenie Mostu... Pracochłonne i długotrwałe, wymagające wielu wysiłków, wyrzeczeń, trudów, zbliżające mieszkańców obu stron rzeki, którzy uczyli się krok po kroku radości ze wspólnej pracy. Po wielu latach Most stał!

     Nie był ani urokliwy, ani wymyślny. Było w nim jednak coś urzekająco pięknego z jego trwałości, z pracy włożonej w jego zbudowanie czerpało się dziwną siłę i pewność, że sądne burze, żadne kroki, w końcu żadne fale dotąd tak bezlitosnej rzeki, nie podmyją go, nie obalą. On będzie ponad to. I ostał się, ofiarnie służąc ludziom, stęsknionym za pełnią życia, jako wyraz triumfu, tych którzy prowadzeni mądrymi wskazówkami potrafili zapanować nad tym, co pozornie nieujarzmione...

     To tylko bajka, lecz jak każda inna jest bardzo bliska rzeczywistości. Każdego dnia rodzi się, albo dojrzewa nowa bajka o Moście-Miłości...


     Ta, jest Twoja...

Sałatka z papają i kiełkami






Składniki


  • 1 dojrzała papaja
  • po 1 małej główce zielonej i czerwonej sałaty karbowanej
    1 garść rukoli
  • 1 świeży ogórek
  • 10 dag dowolnych kiełków
  • 1 szklanka grzanek
  • 1 łyżka soku z limonki 
  • sól 
  • pieprz


Sos


  • 1/4 łyżki musztardy Dijon
  • 1 łyżka oliwy
  • po 1/4 szklanki soki z limonki i pomarańczy
  • szczypta cukru
  • sól
  • pieprz
  •  
Przygotowanie sosu
Składniki połączyć, doprawić, wymieszać.

Papaję przekroić wzdłuż na pół, oczyścić z pestek i obrać. Miąższ pokroić na cienkie plasterki i skropić sokiem z limonki. Liście sałat opłukać starannie, osuszyć i wyłożyć nimi salaterkę. Ogórek obrać i pokroić w cienkie plastry. Ułożyć na sałacie wszystkie składniki, doprawić, polać sosem i sypnąć grzankami.

piątek, 16 sierpnia 2013

ELF

Elf  to amerykańska komedia w reżyserii Jona Favreau z 2003 roku.

Buddy jeszcze jako niemowlę zostaje przygarnięty przez elfy Świętego Mikołaja. Gdy zaczyna dorastać, sieje spustoszenie na Biegunie Północnym z powodu swoich rozmiarów. Musi więc przenieść się do świata ludzi, dlatego wyjeżdża do Nowego Jorku w poszukiwaniu ojca i swojego miejsca na ziemi.

Okazuje się jednak, że życie w wielkim mieście nie należy do przyjemności. Jego biologiczny ojciec jest chciwym sknerą, a ośmioletni przyrodni brat Buddy’ego nie wierzy w Świętego Mikołaja. Najgorsze jest jednak to, że wszyscy zapomnieli, jakie jest prawdziwe znaczenie Świąt Bożego Narodzenia. Buddy będzie więc musiał, używając prostych elfowych metod, odzyskać rodzinę, poznać swoje przeznaczenie oraz ocalić Święta dla Nowego Jorku i całego świata.

Orzeszek



Tego ranka, u stóp drzewa spadł ładny, duży orzech. Przez pewien czas leżał sobie ukryty pośród traw, ale potem skorupka pękła i wyszedł z niej, wesoło podskakując, mały chłopczyk.

     Jak pięknie było czuć się wolnym! Dziecko zaczęło turlać się i skakać pośród kwiatów, ale robiąc setnego koziołka usłyszało, jak mały kamyczek powiedział do niego:

    - Weź mnie ze sobą!

     Malec schylił się, wziął kamyk i włożył go sobie do kieszonki.

     - Jak się nazywasz? - spytał kamyczek wychylając się z tego dziwnego «domku» z materiału.

     - Nazywam się Orzeszek, a ty?

     - Nie wiem, nazwij mnie, jak chcesz.

     - Nazwę ciebie Białaskiem, gdyż jesteś gładki, ładny i biały, wydajesz się prawie przezroczysty.

     - Skąd przychodzisz, Orzeszku?

     - Nie pamiętam. Wiem jedynie, że zrzucono mnie z pojazdu kosmicznego. Pobawimy się teraz?

     Orzeszek i Białasek bawili się razem przez cały dzień. W nocy Orzeszek odpoczywał w swej skorupce od orzecha, wymoszczonej dużym liściem w kształcie serca, a Białasek był jego poduszką.

Promień słońca, przenikając przez gałęzie jałowca, dotknął Białaska, który, odbijając światło, obudził swego nowego pana.

     - O! To już dzień: co możemy dziś zrobić, aby się zabawić? - spytał Orzeszek, przeciągając się i otwierając buzię w długim ziewnięciu.

     - Znam ogromną grotę, piękną jak pałac królewski.

     - Tego mi nie wmawiaj. Wszystkie groty są ciemne i wzbudzają lęk. Tam, gdzie ja mieszkałem, dzieciom nie wolno było wchodzić, gdyż dorośli umieszczali w nich statki kosmiczne.

     - Tu, na ziemi jest inaczej. Czy chcesz zobaczyć nasze groty? A może się boisz?

     - Ja się boję? Chodźmy! Idę z tobą.

     Białasek zaczął toczyć się ku wielkiej nizinie i po wielu godzinach wędrówki wreszcie dotarli na miejsce.

     - Zatrzymajmy się. Doszliśmy.

     - Ale ja nic nie widzę!

     - Odchyl ten krzak o czerwonych jagodach. Co widzisz?

     - Jest tam ogromna i bardzo głęboka dziura.

     - Uważaj, gdzie stawiasz nogi, staraj się schodzić powoli.

     Przez pewien czas słońce towarzyszyło im, potem żaden promień jego światła nie mógł kontynuować podróży i otoczyły ich ogromne ciemności.

     Na szczęście Białasek świecił w ciemności i dzięki temu zejście było łatwiejsze niż się spodziewali.

     - Widzę dziwne, różowe światło, tam, w głębi.

     - Pochodzi z groty. No, dalej, jeszcze kilka kroków i będziemy na miejscu!

     Gdy tam dotarli, Orzeszek zawołał: - Co za wspaniałość! Wydaje się bajkowym miastem!      Skały, wymywane przez wodę przed bardzo wielu laty, nabrały kształtów obelisków, piramid i kolumn.

     Niektóre kolumny wznosiły się z dołu ku górze, inne schodziły z góry, jeszcze inne zdążyły się połączyć, tworząc jedną całość.

     Orzeszek dotknął cudownie gładkiego kamienia, prawie że przezroczystego, trochę zimnego i śliskiego.

     - Popatrz Białasku, tu na ziemi jest jakiś ślad, staraj się poświecić mi, jak możesz najbardziej.

     Białasek natężył się najbardziej, jak mógł... i zobaczyli ślad ludzkiej stopy, a dokładnie mówiąc ślad pary drewniaków.

     - Do kogo należą?

     W tym momencie coś przefrunęło nad ich głowami. Były to dwa brązowe nietoperze, trochę niezadowolone z zakłócenia ich snów.

     - Popatrz na tę ścianę, ile ich tam się zebrało!

     - Ale dziwne, śpią wszystkie z główką w dół

     - zaobserwował zupełnie nie przerażony Orzeszek.

     - Pssst, zostawmy je w spokoju i kontynuujmy nasze zwiedzanie.

     - Widzę jeszcze jeden ślad, a tam drugi, skierowują się ku urwisku - dodał Białasek.

     Po przejściu wąskich korytarzy, które co pewien czas rozszerzały się w szerokie sale, aby zaraz znów się zwężyć, dotarli do głębokiej rozpadliny. Byłoby strasznie wpaść tam do środka...

     Orzeszek potknął się o dwa drewniaki i trochę dalej zobaczył leżącego mężczyznę, którego nogi zwisały nad przepaścią.

     - Szybko, musimy coś zrobić, wydaje się, że ten mężczyzna zemdlał. Gdy oprzytomnieje, może spaść.

     - Pobiegnę po nietoperze, jestem pewien, że nam pomogą.

     Białasek po chwili był już z powrotem w ich towarzystwie. Nietoperzom i Białaskowi udało się wspólnie uratować mężczyznę, przesuwając go z wielkim mozołem.

     Co za trud! Dzięki nietoperzom ranny został uratowany. W różowej grocie wszyscy teraz mogli odpocząć.

     - Przychodzi do siebie - powiedział cicho Białasek.

     - Kto mnie uratował?

     - My.

     - Wy? Ale ty jesteś tylko malutkim dzieckiem!

     - Nie jestem sam. Ja z moim przyjacielem Białaskiem, tym białym kamykiem, którego widzisz i nietoperzami, pomogliśmy ci. Jak się nazywasz?

     - Na imię mi Achilles.

     - Dlaczego tu jesteś?

     - Ponieważ badam kamienie.

     - A więc i ty kochasz kamienie?

     - Naturalnie, interesuję się nimi. Obserwuję je, tnę, poleruję, i w ten sposób odkrywam ich tajemnice, i ich wiek. Wiesz, one opowiadają mi tyle historii!

szczęśliwy, mogąc spędzać z tobą dni.

     - Czy mogę na zawsze zostać z tobą? Podoba mi się twoja praca.

     - Musisz zapytać się swych rodziców. Jeżeli pozwolą ci pójść czasami ze mną, będę      - Ale ja nie mam rodziców. Jestem sam na ziemi. Zostałem zrzucony na drzewo w skorupce od orzecha z wielkiego statku kosmicznego. Nazywam się Orzeszek.

     Pan Achilles spojrzał na niego, bardzo zdziwiony. Mała buzia Orzeszka była szczera. Nie mógł zostawić go samego.

     Dzięki śladom pary skromnych drewniaków i przyjaźni z białym kamyczkiem, Orzeszek znalazł tatusia i przyjaciela.

Jodła kalifornijska

Występuje w południowo- zachodnich rejonach Stanów Zjednoczonych i w północnym Meksyku. Wys. do 60m, gęsta, regularna korona. Igły długie, 1, 5-6cm dł. matowe, szaro-zielone do srebrzystych. Szyszki cylindryczne, 7-12cm dł. 3-4, 5cm szer., młode od jasnozielonych do fioletowych, dojrzałe brązowe. Łuska zaokrąglona, łuska okrywowa schowana.  Drzewo 20-25 wys. Szybko rosnące o bardzo regularnej, dość gęstej koronie, z prostopadle od pnia odchodzącymi gałęziami. Bardzo długie igły (4-8 cm) o cytrynowym zapachu. Jodła rosnąca na suchym podłożu, nawet na piaszczystych glebach i w pełnym słońcu.



Ciasto drożdżowe z owocami

Składniki:

  •     50 g drożdży
  •     1 niepełna szklanka cukru
  •     100 ml ciepłego mleka
  •     500 g mąki
  •     50 g masła
  •     2 jaja
  •     400 g śliwek
  •     30 g margaryny do wysmarowania formy
  •     2 łyżki bułki tartej



kruszonka:

  •     200 g mąki
  •     100 g masła
  •     100 g cukru lub cukru pudru




Sposób przyrządzania:

Do miski wlej mleko, dodaj 2 łyżki cukru, wkrusz drożdże, a następnie wymieszaj i odstaw na 20 min w ciepłe miejsce.

Przełóż zaczyn do dużej miski, dodaj mąkę, cukier, masło, jaja i dobrze wymieszaj. Wyrabiaj ciasto przez ok. 10 min (jeśli ciasto się klei podsypuj je mąką). Odstaw w ciepłe miejsce na pół godziny.

Zrób kruszonkę: w misce wymieszaj mąkę, masło i cukier.

Ciasto przełóż do formy wysmarowanej margaryną i oprószonej bułką tartą. Na wierzchu ułóż owoce. Posyp ciasto kruszonką i wstaw do piekarnika nagrzanego do temperatury około 180°. Piecz przez 1 godz.

Staropolski piernik

Składniki:

  •     750 g mąki pszennej
  •     500 ml miodu płynnego
  •     1 szklanka cukru
  •     4 jajka
  •     dżem lub powidła wiśniowe
  •     250 g margaryny
  •     3 łyżki soku wiśniowego
  •     1 łyżka kawy rozpuszczalnej
  •     1 łyżka kakao
  •     1 opakowania przyprawy do piernika
  •     2 łyżeczki proszku do pieczenia
  •     1 łyżka sody oczyszczonej
  •     100 g bakalii (rodzynki, migdały, orzechy łuskane, mieszanka owoców kandyzowanych)
  •     50 g margaryny do wysmarowania formy
  •     2 łyżki bułki tartej



Sposób przyrządzania:

Przygotuj masę miodową, w garnku roztop: miód, 1 szklanki cukru oraz margarynę. Tak przygotowaną masę odstaw do ostygnięcia.

Żółtka oddziel od białek i utrzyj z resztą cukru. Dodaj mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i sodą. Następnie dodaj wystudzoną masę miodową, sok, dżem, kawę zaparzoną w niewielkiej ilości wody, kakao, bakalie i przyprawę do piernika. Wszystko wymieszaj na gładką masę.

Z białek ubij na sztywno pianę, a następnie dodaj do ciasta. Delikatnie wymieszaj.

Formę wysmaruj margaryną i posyp bułką tartą. Ciasto wylej na formę i wstaw do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180°. Piecz przez ok. 1 godz.

czwartek, 15 sierpnia 2013

Lasagne z mięsem mielonym, pieczarkami i zielonym groszkiem





 Składniki
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • 40 dag sera żółtego
  • 30 dag pieczarek
  • groszek w puszce
  • pomidory w puszce
  • duży przecier pomidorowy
  • makaron w płatach do lazanii
  • cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • olej/oliwa
  • sól, pieprz, oregano, bazylia, papryka chilli, czosnek granulowany

Przygotowanie
Mięso z cebulą podsmażyć, doprawić. Pieczarki podsmażyć. Pomidory z sosem przełożyć do garnka, dodać koncentrat, doprawić, ja dodaję pół szklanki wody jeszcze. Jednak sos nie może być zbyt rzadki!. Ser zetrzeć na grubym tarle. Na dnie naczynia żaroodpornego ułożyć płatów makaronu pierwszą warstwę(nie gotowanych!). Na makaron lejemy sos (płaty muszą go wciągnąć). Następnie dać mięso, groszek, pieczarki i na bogato posypać serem. Następnie kolejną warstwę makaronu, polać sosem. Wyłożyć pozostałym mięsem, groszkiem i pieczarkami. Posypać serem. Ostatnią warstwą ułożyć makaron, sos, posypać serem i oregano, bądź bazylią.
Piekarnik nastawić na 180 stopni i zapiekać 30 do 45 minut.
Radzę po wyciągnięciu dania, pozwolić mu ostygnąć, inaczej wyłożymy na talerz mamałygę:)
Makaron powinien być miękki, ale nie rozpadający się.

wtorek, 13 sierpnia 2013

Niedźwiadek




- Ufff! Nie chcę już więcej bawić się z tym niegrzecznym dzieckiem. Gryzie mnie, rzuca w kąt, jakbym był jakąś ścierką!

     Tak mówił śmieszny, pluszowy niedźwiadek, o jednym uchu prawie już oderwanym, który starał się wyciągnąć łapkę uwięzioną w szufladzie przy łóżku. Ludwiczek, jego pan, wyszedł w pokoju, a mamusia miała zaprowadzić go do dentysty. Dzięki temu zabawki mogły swobodnie rozmawiać między sobą.

     - Ty się skarżysz? Ale pomyśl, że on odrywa mi drzwiczki, koła, łamie błotniki! - stwierdziło zielone autko, porzucone na środku pokoju.

     - A co ja mam powiedzieć? Spójrzcie, jak mnie urządził! Nie mam nogi, brakuje mi jednej ręki - powiedział pajac, siedzący na brzegu kaloryfera.

     - Jak mi się wydaje, nikt z nas nie był traktowany delikatnie - stwierdził mały wózek, cały poobijany, któremu też brakowało dwóch kółek. A więc - ciągnął dalej - dlaczego nie przestaniemy bawić się z nim?

     Przez chwilę zapanowała cisza. Zabawki zastanawiały się nad dziwną propozycją; nikt przedtem o tym nie pomyślał.

     W końcu wszyscy zgodzili się: nie będą bawić się z Ludwiczkiem.

     Gdy chłopiec wszedł do swego pokoju, pierwszym jego odruchem było kopnięcie autka. Ale co za zaskoczenie! Autko nie przesunęło się zupełnie i Ludwiczek o mało nie upadł, gdyż stracił równowagę. Nasz przyjaciel - niezadowolony - chciał "pocieszyć" się swym zranionym pajacykiem, ale nie potrafił go podnieść: pajac wydawał się przyklejony do podłogi.

     Tym razem naprawdę się rozzłościł. Dlaczego nie może się bawić? Spojrzał na swego niedźwiadka. Jak smutnie wyglądał w tej niewygodnej pozycji, z uwięzioną łapką i oberwanym uszkiem! Spojrzał na niego uważniej. Dziwnie, wydawało się, że szklane oczy świeciły się bardziej niż zazwyczaj. Może był smutny? Delikatnie wziął go na rękę, trochę pogłaskał: jaki był miękki i ciepły!

     - Czy ty naprawdę mnie kochasz? - spytał nagle niedźwiadek.

     Ludwiczek odpowiedział: - Naturalnie!

     A więc musisz mnie szanować, nie wolno ci ciągnąć mnie za ucho i szczypać mnie. Przyrzekasz? A będziesz szanował również inne zabawki? Wszystkie one pragną być twoimi przyjaciółmi i chcą bawić się z tobą, pod warunkiem, że będziesz się z nimi dobrze obchodził.

     - Tak, tak przyrzekam wam: postaram się was nie psuć. Dobranoc, przyjaciele! - to mówiąc, podniósł pajaca, autko, wózek ciężarowy i porządnie poukładał na półce, myśląc już o dniu następnym. Postara się wtedy naprawić zepsute części zabawek z pomocą tatusia i mamusi.

Ryba po grecku




Składniki:

  •     1 kg filetów z ryby morskiej
  •     sok z 1 cytryny
  •     3 łyżki oliwy
  •     natka pietruszki
  •     przyprawy: sól



Sos grecki:


  •     2 marchwie
  •     1 pietruszka
  •     1 selera
  •     2 cebule
  •     3 łyżki oleju
  •     5 ziaren pieprzu
  •     3 ziarenka ziela angielskie
  •     1 ząbek czosnku
  •     1 łyżeczka papryki mielonej
  •     4 łyżki koncentratu pomidorowego
  •     3 szklanki wody
  •     szczypta cukru
  •     przyprawy: sól, liść laurowy




Sposób przyrządzania:

Filety ryby umyj i pokrój na kawałki, skrop sokiem z cytryny i podsmażaj z obu stron na oliwie przez ok. 15 min. Posól do smaku.

Wykonaj sos: warzywa zetrzyj na tarce, a cebulę pokrój w kostkę. Podsmaż wszystko przez ok. 10 min. na oliwie. Dodaj pieprz, sól, cukier, ziele angielskie, dodaj starty ząbek czosnku, paprykę i koncentrat. Duś całość na małym ogniu przez ok. 30 min. Sos powinien być gęsty, o smaku słodko kwaśnym. Rybę ułóż na półmisku i obłóż warzywami w sosie, dodaj pietruszkę do dekoracji.

Noëlle - Odzyskać wiarę (Niezapomniane święta)

Ksiądz Jonathan Keene zajmuje się zamykaniem nierentownych parafii. Tym razem los i zwierzchnicy rzucili go do zapomnianego przez Boga i ludzi miasteczka, nad którym duchową opiekę sprawuje Simeon, jego kolega z seminarium. Simeon musi rozbudzić w parafianach wiarę. W tym celu postanawia urządzić żywe jasełka. Mieszkańcy ochoczo podejmują się wyzwania, ale największy kłopot mają ze znalezieniem odtwórczyni roli Maryi. Prawie wszystkie kobiety są już w wieku emerytalnym.






poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Nadzieja





(....)

     Król, niebawem po zaręczynach, musiał wyruszyć w daleką podróż. Mija dni, miesiące i lata, nie było o nim żadnej wieści. Narzeczona króla, pogrążona w smutku, czekała nie tracąc nadziei na jego powrót.

     Niektóre z jej przyjaciółek, z udawanym współczuciem i złośliwą wesołością, mówiły:

     - Zdaje się, biedaczko, że twój ukochany zupełnie o tobie zapomniał i nigdy nie wróci.

     Te słowa zasmucały ją bardzo i łamały jej serce. Kiedy została sama, pogrążyła się w smutku i gorzko zapłakała. Wtedy to wpadł jej w ręce ostatni list króla, w którym przysięgał, że pozostanie jej zawsze oddany i wierny. Czytając list po raz kolejny, uspokoiła swoje serce, przygnębienie ją opuściło i czekała dalej cierpliwie na powrót narzeczonego.

     Po wielu latach król powrócił wreszcie w rodzinne strony. Zdumiony, zapytał swoją przyszłą żonę: - Jak to możliwe, że pozostałaś mi wierna tak długo?

     - Mój panie - odrzekła - miałam twój list i wierzyłam ci.

P.J. Wharton

sobota, 10 sierpnia 2013

50 pomysłów na fajne święta



Parę pomysłów na magiczne święta:

1. Kup Kolędy - śpiewaj kolędy, świąteczne piosenki, może wystarczy tylko włączyć radio.
2. Zrób gorącą czekoladę, w chłodny zimowy wieczór, lub po saneczkowej wyprawie dla was i dla dzieci.
3. Wizyta Świętego Mikołaja - koniecznie zróbcie zdjęcia.
4. Piecz ciasteczka i inne łakocie na prezenty.
5. Idź do gospodarstwa po choinkę, często na placu są zmarnione:) Rmf Fm często rozdaje żywe choinki, może i sypią się igły, ale jest piękny zapach.
6. Zbuduj domek z piernika.
7. Zrobcie sobie rodzinne świąteczne zdjęcia, co roku będzie ich dochodziło coraz więce, i będą sympatyczne wspomnienia.
8. Napisz list do Mikołaja.
9. Przygotuj dla Mikołaja mleko i ciasteczka.
10. Zrób świąteczny piknik dla dzieciaków, i dorosłych pod choinką.
11. Poprowadź warsztaty rzemieślnicze świąteczne dla dzieci i ich przyjaciół.
12. Z ubierania choinki też można zrobić fajną rodzinną imprezę choinkową. Zaprosić dziadków, wujków, ciotki i porobić mnóstwo zdjęć.
13. Zrób świąteczny maraton filmowy.
14. Udekoruj dom za pomocą dzieci.
15. Niech dzieci zrobią świąteczne kartki dla nauczycieli i dziadków.
16. Niech dzieci same ubiorą swoje choinki.
17. Przytulajcie się i czytaj świąteczne opowiadania.
18. Zrób świąteczny obiad w świetle świec i choinki.
19. Dyskusja na temat Jezusa i jego narodzin i prawdziwego rozumienia Bożego Narodzenia.
20. Idź na coroczną żywą szopkę.
21. Śpij pod choinką - szalone.
22. Oddaj z dziećmi zabawki, które im się znudziły domowi dziecka, lub potrzebującym.
23. Idź na spacer po mieście, i zobacz jak cudownie są oświetlone budynki, ulice, okna i wystawy sklepowe.
24. Weź dziecko, i niech wybierze sobie jedną ozdobę choinkową, którą mu kupisz, powtarzaj to co roku.
25. Zrób papierowy łańcuch.
26. Zagraj w grę- Bożo Narodzeniowe ciekawostki, stwórz własną grę. Wiele faktów można znaleźć w bibliotece, lub w internecie.
27. Pomóż jakiejś rodzinie będącej w potrzebie, zakupy żywnościowe, artykuły pierwszej potrzeby, i jakieś upominki.
28. Przeczytaj historię Bożego Narodzenia z Biblii, u nas czyta się przed Wigilijną kolacją.
29. Dowiedz się więcej o tradycjach w innych krajach.
30. Weź udział w Pasterce.
31. Złóż ofertę pomocy samotnej matce.
32. Niech dzieci same udekorują swoje pokoje wedle uznania.
33. Zobacz scrapbookingowe kartki.
34. Dodaj własne, nowe tradycje rodzinne i trzymaj się ich.
35. Bądźmy dla siebie mili.
36. Zakupy świąteczne też poprawiają nastrój na świąteczny.
37. Ulepcie bałwana i zróbcie bitwę na śnieżki.
38. Jak ktoś ma możliwość kuligu z pochodniami to już wogóle rewelacja.
39.Zapakuj własnoręcznie każdy prezent, niech nie będzie to banalny papier. Włóż w to serce.
40. Zrób każdemu prezent, niech to będzie upominek, ale wyszukany, lub własnoręcznie zrobiony.
41. Zrób aniołki z gipsu/ masy solnej razem z dzieciakiem.
42. Zrób świąteczne potuporri (zapach).
43. Przygotuj kalendarz adwentowy dla dziecka.
44. Wyślij kartki do rodziny/znajomych. Najlepiej własnoręcznie robione.
45. Wykonaj własnoręcznie stroik na stół.
46. Odwiedź groby swoich bliskich, zapal świeczkę, przynieś stroik własnoręcznie wykonany.
47. Zorganizuj Wigilię klasową.
48. Zrób ozdobne świąteczne serwetki.
49. Przygotuj grzańca na zimny wieczór z ukochaną osobą.
50. Namaluj śnieg, zrób witraże z dziećmi na okna.
51. Najważniejsze : spokój. Bądźmy mniej nerwowi i cieszmy się, tą magią z rodziną/drugą połową.
52. BAW SIĘ DOBRZE! :)

Piękna świąteczna choinka - świat dziecięcej wyobraźni

Dobrym rozwiązaniem, namawiamy do niego, jest kupienie dwóch choinek. Mała będzie stała w pokoju dziecięcym, a dziecko będzie miało prawo udekorować ją jak i czym chce. Oczywiście pod kontrolą rodziców.
Doskonałymi ozdobami mogą być pluszowe zabawki, laleczki, plastikowe zwierzątka, a przede wszystkim samodzielnie wykonane przez dzieci łańcuchy i kolorowanki. I przy tej choince nie może zabraknąć słodyczy. W ogóle mała pomoc rodziców (czy to podpowiadane propozycje czy podsuwane pomysły) jest jak najbardziej wskazana. Wszak Boże Narodzenie to święta rodzinne. Zróbmy ozdoby razem z dziećmi np. pomagając im w wycinaniu i klejeniu.

Świece w oknie

  




 Zwyczaj umieszczania zapalonych świec w oknach na Boże Narodzenie przywieźli do Ameryki irlandzcy imigranci. Ciekawe jest jego pochodzenie. W czasie angielskiej dominacji, kiedy katolicy byli prześladowani w całej Irlandii, nie mieli kościoła, gdzie mogliby się modlić i gdzie odprawiano by Mszę Świętą. Księża kryli się w lasach i jaskiniach, potajemnie odwiedzając domy i odprawiając msze nocami. Każda irlandzka rodzina bardzo pragnęła przynajmniej raz w życiu przyjąć księdza, który by odprawił mszę w noc wigilijną. Wytrwale modlono się o tę łaskę.

     Gdy nastało Boże Narodzenie, Irlandczycy zostawiali nie zaryglowane drzwi i stawiali w oknie zapaloną świecę, żeby ksiądz, któremu zdarzyłoby się być w pobliżu, mógł trafić w ciemności do ich domu. Ksiądz wchodził po cichu przez nie zamknięte drzwi, a w środku witano go ze łzami szczęścia i żarliwą modlitwą dziękczynną, że oto ten dom stał się kościołem na czas Świąt.

     Żeby usprawiedliwić te praktyki w oczach angielskich żołnierzy, Irlandczycy mówili: "Zapalamy świece i trzymamy drzwi nie zamknięte, żeby Maryja z Józefem, szukając gospody, mogli wejść do naszego domu, gdzie ich powitamy z otwartymi ramionami". Władze angielskie, uznając ten "zabobon" za nieszkodliwy, nie starały się mu przeciwdziałać. Świece w oknach pozostały na zawsze starannie pielęgnowanym zwyczajem Irlandczyków, choć wielu z nich już dawno zapomniało o jego prawdziwym znaczeniu.

     Zwyczaj ten trafił do Ameryki na początku dziewiętnastego stulecia i stał się powszechny w całym kraju. Nawet dziś w okresie Bożego Narodzenia umieszcza się elektryczne lampki w oknach domów i na placach.

     W najbliższe Boże Narodzenie zapalcie w swoim domu świecę na znak, że tutaj wita się gości otwartymi drzwiami i z otwartym sercem.

piątek, 9 sierpnia 2013

Sadako i tysiąc papierowych żurawi



     Sadako miała dwa lata, kiedy w 1945 roku amerykańskie samoloty zrzuciły bomby atomowe na Hiroszimę (6 sierpnia) i Nagasaki (8 sierpnia).

     Mając dziewięć lat, Sadako marzyła o tym, by zostać mistrzynią w biegach. W tym celu codziennie ćwiczyła i z każdym dniem wydawała się silniejsza i szybsza.

     Pewnego dnia Sadako nagle upadła. Jej nauczyciel wezwał rodziców, którzy - wbrew jej protestom - odwieźli ją do szpitala. Przez następne parę dni coraz częściej zdarzały jej się zawroty głowy. Sadako i jej rodzice mieli wkrótce usłyszeć najstraszliwszą diagnozę, częstą w tamtych czasach w Hiroszimie - choroba popromienna. Skutkiem napromieniowania tych, którym udało się przeżyć "błysk", jak mieszkańcy Hiroszimy nazywali wybuch atomowy, była białaczka, choroba, której najbardziej się obawiano.

     Któregoś dnia najbliższa przyjaciółka Sadako, Chizu ko, odwiedziła ją w szpitalu. Wchodząc do sali, trzymah ręce z tyłu. Potem wyciągnęła zza pleców i uniosła wy soko papierowego żurawia. Sadako podziękowała przyjaciółce.

     - To nie jest zwykły podarunek - powiedziała Chizuko

     - To na szczęście i powrót do zdrowia. Czytałam bajki o tym, że żurawie dożywają ponoć tysiąca lat, a każdy kto zrobi tysiąc żurawi z papieru, wyzdrowieje. - Chizuki przysunęła sobie krzesło i zachichotała - Zaczynajmy!

     Tamtego popołudnia, z pomocą przyjaciółki, Sadako zrc biła kilka żurawi. O dziwo, poczuła się lepiej. W ciągi następnych dni zrobiła ich więcej. Zawieszone u sufiti; wkrótce wypełniły wszystkie zakamarki szpitalnej sal: Wszyscy zaczęli gromadzić papier na żurawie dla Sadakc Czasami była ona tak słaba, że nie mogła unieść rąk.

     Potem odczuwała nagle przypływ energii i jej ręce składały następne żurawie: 300, 350, 400.

     Wkrótce czas między zrobieniem kolejnych żurawi zaczął się coraz bardziej wydłużać. Ale Sadako nie ustępowała i ich liczba wzrastała: 450, 500, 550, 600. Z każdym dniem robiła się jednak coraz słabsza i żurawi przybywało wolniej: 610, 615, 620.

     Wreszcie którejś nocy Sadako zabrakło sił. Zamknęła oczy i więcej już ich nie otworzyła. Nie udało jej się osiągnąć celu...

     Chizuko i pozostali koledzy z klasy Sadako zebrali się, żeby wykonać resztę żurawi. Nanizali je na wieniec, który położyli na ciele dziewczynki. Niedługo potem z pomocą nauczyciela zgromadzili pieniądze na budowę pomnika, który miał stanąć w Parku Pokoju w Hiroszimie na pamiątkę tęgo, co "błysk" wyrządził dzieciom. Dzisiaj na cokole z granitu stoi figura przedstawiająca Sadako ze złotym żurawiem na wyciągniętej ręce. Ludzie z całego świata przysyłają setki wieńców z papierowych żurawi, które oplatają pomnik. U stóp pomnika znajdują się słowa dzieci: "To nasz krzyk, to nasza modlitwa: Niechaj na świecie zapanuje pokój".

Owsiane ciasteczka

Składniki:

  •     pół kostki masła (125 g)
  •     1,5 szklanki cukru
  •     3 łyżki kakao
  •     140 g skondensowanego, niesłodzonego mleka
  •     3 szklanki płatków owsianych
  •     3 bardzo czubate łyżki masła orzechowego (najlepiej typu 'crunchy', z kawałkami orzeszków)


Płatki owsiane wsypać do dużej miski, dodać masło orzechowe. Pierwsze cztery składniki zagotować w małym rondelku, ciągle mieszając. Gotować jedną minutę od momentu zagotowania. Zdjąć z palnika, wsypać do miski z płatkami i dokładnie wszystko wymieszać. Układać łyżką nieduże kopczyki na papierze do pieczenia lub folii i zostawić do całkowitego ostygnięcia. Smacznego :)

Przyciski Listonic

- See more at: http://darmowedodatkinablogi.blogspot.com/2013/09/bujajaca-sie-latarenka.html#sthash.RbAo3ms7.dpuf